Start Wasze opowieści Widocznie tak musiało być ...

Brzuszkowo

Bobasowo

Zdrowie i Uroda

Kuchnia i Dom

Tygiel użytkowników

Nagłówki RSS

Designed by:
Widocznie tak musiało być ... Email

 Po przejściu 6 inseminacji, zjedzeniu mnóstwa leków, bycia faszerowaną wszelkimi menogonami, clostylbegytami, liczeniu dni, kochania się z zegarkiem, miałam dość. Wysiadła mi psychika. Powiedziałam trudno, Bóg zaplanował to inaczej... przeczytaj czy mozna wygrać z niepłodnością...

 

Jednak po ponad roku przerw w staraniach wspomaganych, zmieniłam lekarza. W listopadzie 2006 przeszłam laparoskopię, przeprowadziliśmy się do naszego domu (z 36 na 200m2) i w końcu dojrzałam do ponownych myśli o staraniach. Umówiłam się do Novum 30 kwietnia, żeby podejść do in vitro. Wizyta była dwukrotnie przekładana, bo pan doktor Wojewódzki wziął urlop w ostatniej chwili. Ostatecznie mieliśmy jechać do Warszawy 15 maja. Jednak 11 maja coś mnie tknęło i zrobiłam test siusiany i .... okazało się, że jestem w ciąży! Najpierw zgłupiałam. Klęłam w duchu, że chciałam zaoszczędzić i kupiłam test za 3 zł i że to pewnie jakieś g... Jeszcze przed pracą pojechałam do laboratorium, zrobiłam betę. W ciągu dnia labo do mnie zadzwoniło, że musze przyjechać jeszcze raz, bo im się próbka zbiła. Wynik: 1430 w 36dc. Popłakałam się, opowiedziałam w skrócie naszą historię, pielęgniarki mnie przytulały, że tak musiało być.

Na początku myślałam, że @ się opóźnia z powodu ostatnich przeżyć - parę dni wcześniej pożegnaliśmy naszą ukochaną sunię, która była z nami ponad 12 lat, ostatni tydzień była już bardzo chora, bardzo to przeżyłam. 6 maja odeszła do psich aniołków. Do dzisiaj płaczę jak widzę jej zdjęcia. Ale na pewno będzie nowy psiak, ja nie potrafię żyć bez Pluszaków.

Obecnie jestem w 9 tygodniu. Dziś byłam u pani doktor. Wszystko w porządku. Bejbiś ma 2,7 cm. Było widać główkę, dwie rączki i dwie nóżki i serducho. Małe kręciło się i machało do rodziców Czuję się bardzo dobrze. Nic mi nowego nie zapisała, tak więc biorę tylko kwas foliowy. Następna wizyta 18 lipca. Mogę już wszystko jeść, nie odrzuca mnie od niczego raczej, ale mam ochotę na mączne rzeczy. Jedyny wyraźny objaw ciążowy, to taki, że o 22 padam z nóg i idę spać. A ja jestem sowa i północ to dla mnie najlepsza pora do pracy. W sumie to najgorzej czuję się wieczorem, trochę mnie mdli i pobolewa brzuszek, chyba się junior rozpycha.

Nadal jestem w takim szoku, że trudno mi się otrząsnąć. Tyle starań, zabiegów, pobytów w szpitalu, a dziecko zostało poczęte naturalnie, bez żadnych wspomagaczy, liczenia. Teraz jak sięgam pamięcią, to w kwietniu przytulanki były wyjątkowo przyjemne.

Mężuś miał łzy w oczach, gdy w 6 tygodniu zobaczył bijące serduszko. Chyba dopiero wtedy uwierzył. Jego pierwsza reakcja, gdy powiedziałam, że nie musimy jechać do Warszawy, bo będziemy mieć dziecko wcześniej, była komiczna: "O, to zimą nie pojedziemy na narty!". On za bardzo nie lubi jeździć, bo narty trzeba nosić, ładować do bagażnika, żonie trzeba buty zapinać, bo nie umie sobie poradzić z czterema klamrami. Ogólnie ciężka robota. Zawsze muszę go wyciągać za uszy na wyjazd narciarski. Był tak skołowany, że chyba bardziej ucieszył się z tego, że nie pojedziemy w góry, niż z dzidziusia....

Staram się żyć normalnie, nie wariuję, podchodzę do sprawy tak, że ciąża to nie choroba, że na pewno wszystko dojdzie do szczęśliwego finału, nie wysilam się, ale i też nie oszczędzam za bardzo, myślę pozytywnie. Obecnie mam 34 lata, w październiku skończę 35. Termin spotkania się z juniorem jest wyznaczony na 15 stycznia.

Starania zaczęliśmy od stycznia 2004. Ale w końcu i ja dołączyłam do grona mamuś / przyszłych mamuś. I oby tak dalej....

To CUD, po prostu CUD !

Autor: Myszelka

14 czerwca 2007r.