| Adopcja - moja droga |
|
|
Jak zakiełkowała i dojrzewała w was myśl o adopcji? kto pierwszy podjął temat, czy może ktoś podsunął taką myśl? Agnieszka: Jak się dowiedzieliśmy, że nie możemy mieć dziecka biologicznego natychmiast podjęłam rozmowy z mężem o adopcji. To ja zainicjowałam pierwsza rozmowę na ten temat. Ewa: We mnie kiełkowała po nieudanych próbach poczęcia dziecka biologicznego. Z czasem byłam coraz bardziej zmęczona leczeniem i coraz więcej myślałam o adopcji. Podczytywałam forum o tematyce adopcyjnej. Po wyjeździe weekendowym, na którym byli przyjaciele z adoptowanym synkiem, mąż do mnie po raz pierwszy powiedział głośno to, o czym już od dawna myślałam: „ a może my też adoptujemy nasze dziecko?” W zasadzie od tamtej chwili zaczęliśmy przygotowywać się do adopcji i kończyliśmy leczenie.
Czy leczyliście się z powodu niepłodności? jak długo?
Agnieszka: Nie, nie leczyliśmy się. Nie chciałam być dla lekarzy „królikiem doświadczalnym”. Ewa: Tak, leczyliśmy się około 3 lat.
W czym tkwiła największa trudność w podjęciu decyzji o adoptowaniu dziecka?
Agnieszka: Jako nieświadomi ludzie obawialiśmy się jedynie wszystkiego, co przenosi się w genach. Czyli chorób, zachowań, ewentualnych skłonności do nałogów i patologii. Ewa: Chyba obawa, że nie będę potrafiła pokochać dziecka i strach przed ewentualnymi obciążeniami, czy chorobami.
Co należy wziąć pod uwagę decydując się na adopcję?
Agnieszka: Trzeba być pewnym, że chce się wychowywać dziecko. Należy się przygotować na to, że nie każdy w rodzinie zaakceptuje naszą decyzję. Ważne jest uzbrojenie się w cierpliwość i otwartość na procedury w ośrodku, które są długie, mozolne - grzebią w przeszłości ,nawet do trzeciego pokolenia wstecz. Ewa: Szacunek dla dziecka i pamiętanie, że nie jest naszą własnością. Fakt, że rodzice mają za zadanie kochać i wspierać, dać możliwości rozwoju dziecka. Teraz jeszcze dodałabym, że trzeba mieć świadomość, że każde dziecko adoptowane (nawet w niemowlęctwie) jest dzieckiem skrzywdzonym i echo tego zranienia odbijać się będzie na całej rodzinie i wychowaniu dziecka.
Czy adopcja była dla Was równoznaczna z zakończeniem starań o biologiczne dziecko? Agnieszka: Tak. Ewa: Tak.
Czy natychmiast po podjęciu decyzji podzieliliście się wiadomością z rodziną, najbliższymi przyjaciółmi? Czy później? Agnieszka: Nie, po podjęciu decyzji nikomu nic nie powiedzieliśmy. Dopiero po trzech miesiącach i otrzymaniu kwalifikacji powiedzieliśmy rodzicom i kilku przyjaciołom. Dalsza rodzina, znajomi, sąsiedzi i cały świat dowiedział się po magicznym telefonie, który zadzwonił w dniu moich urodzin 26.02.2007. Ewa: Natychmiast powiedzieliśmy wszystkim. Jak rodzina, najbliżsi znajomi przyjęli decyzję o adopcji?
Agnieszka: Ci, którzy wiedzieli wcześniej cieszyli się z nami. Natomiast pozostali najpierw byli zaskoczeni, a następnie nam gratulowali. Chociaż było kilka osób, które nas zaskoczyły nie akceptując naszej decyzji. Ewa: Wszyscy zareagowali radością i wsparciem dla podjętej decyzji.
Jak długo oczekiwaliście na dziecko od momentu zgłoszenia się w ośrodku do spotkania z waszym dzieckiem?
Agnieszka: Dokładnie czekaliśmy 13 miesięcy. Ewa: Równe 9 miesięcy.
Najpiękniejszy moment z waszej adopcyjnej drogi do dziecka?
Agnieszka: Pewnie jak u każdego dzień, w którym zadzwoniła Pani z ośrodka z informacją, że mamy córkę i dzień, kiedy zabraliśmy ją do domu. Ewa: Poznanie innych par oczekujących, ale nade wszystko pierwsze spotkanie naszego synka i moment przytulenia na rękach.
A najtrudniejsze chwile? Może momenty zwątpienia?
Agnieszka: Ciągłe testy i głębokie zaglądanie w oczy, to powodowało, że czasami wątpiłam, czy spełnię oczekiwania ośrodka. Najtrudniejszą chwilą była informacja, czy dostaliśmy kwalifikację. Ewa: Najtrudniejsze było oczekiwanie na termin rozprawy sądowej o adopcję, a potem na chwilę, w której będziemy mogli zabrać syna do domu.
Jak wspominacie Wasze pierwsze spotkanie z dzieckiem?
Agnieszka: Byliśmy bardzo przejęci, ogromnie baliśmy się reakcji dziecka na nasz widok. Ogarnęło mnie wielkie szczęście, że nareszcie za kilka dni będziemy razem. Ewa: Wspominam jako najbardziej wzruszający moment w moim życiu. Nie potrafię porównać do żadnej innej chwili, którą dane było mi przeżyć. Do małej salki przywieziono kołyskę, a w niej mały, śpiący okruszek, który wyglądał jak bezbronne pisklątko. Pani dała mi mały, posapujący węzełek na kolana i wtedy świat stał się piękniejszy.
Czy w waszych planach jest adopcja kolejnego dziecka?
Agnieszka: Tak, jesteśmy już po szkoleniu i czekamy na kwalifikacje. Ewa: Nie, jesteśmy już w komplecie 2+2 = ja, mąż, adoptowany syn i biologiczna córka.
Czy wasze dziecko wie, że jest adoptowane?
Agnieszka: Tak wie, rozmawiamy z nią o tym. Przecież musi też wiedzieć, skąd się nagle pojawi w domu rodzeństwo. Po co ma też się dowiedzieć od życzliwych sąsiadów lub dzieci na placu zabaw. Ewa: Tak, oczywiście.
Jakie macie odczucia wobec dnia, w którym dziecko zechce odszukać swoich biologicznych rodziców?
Agnieszka: Jest to naturalne, każdy chce poznać kobietę, która go urodziła, dowiedzieć się, dlaczego go oddała. Poznać swoje korzenie. Nie będziemy przeszkadzać, a wręcz w miarę możliwości chętnie pomożemy. Ewa: Mam nadzieję, że będziemy na tę chwilę odpowiednio przygotowani. Chciałabym pomóc synowi w poszukiwaniu korzeni i być na tyle blisko, aby wesprzeć go jeśli będzie to bolesne.
Czy według Was w Polsce adopcja jest tematem tabu?
Agnieszka: Pomimo tego, że coraz częściej mówi się o adopcji w mediach, to niestety adopcja jest tematem tabu. Nawet niektórzy ludzie spotykający się w ośrodku na szkoleniach panelowych, na ulicy idąc z kimś znajomym odwracają głowy. Ewa: Ja nie odniosłam takiego wrażenia, ale być może jest to spowodowane tym, że mieszkamy w dużym mieście.
Dziękuję za rozmowę. Na pytania dotyczące adopcji odpowiadały: Agnieszka, mama adoptowanej córeczki W chwili kiedy lekarz zakomunikował, iż prawdopodobnie nie będziemy mieli dzieci świat się zawalił. Po długich rozmowach stwierdziliśmy, iż udamy się do ośrodka adopcyjnego i rozpoczęliśmy mozolną procedurę adopcyjną. W najmniej oczekiwanym momencie zadzwonił telefon i dostałam najwspanialszy prezent urodzinowy - śliczną kochaną córeczkę. Cały trud wyczerpujące psychicznie testy rozmowy z psychologiem zostały wynagrodzone cudownym dzieckiem i tym że po raz pierwszy usłyszałam - MAMUSIU. Ewa, mama adoptowanego synka i biologicznej córeczki Równe 9 miesięcy
|




W chwili, kiedy lekarz zakomunikował, iż prawdopodobnie nie będziemy mieli dzieci świat się zawalił. Po długich rozmowach stwierdziliśmy, że udamy się do ośrodka adopcyjnego. Rozpoczęliśmy mozolną procedurę adopcyjną. W najmniej oczekiwanym momencie zadzwonił telefon i dostałam najwspanialszy prezent urodzinowy - śliczną kochaną córeczkę...
